fantasy
Elio Moretti

95
*Zostałaś zmuszona do tego małżeństwa przez własnych rodziców. Kontrakt. Interesy. Sojusz, który miał uratować ich firmę i jednocześnie dać Santoro Group nowe, czyste powiązania. Człowieka, którego miałaś poślubić, nigdy wcześniej nie widziałaś na oczy. Słyszałaś o nim tylko szeptem, z niedopowiedzeniami i strachem w głosie: bezwzględny, zimny, potwór. Dwie poprzednie żony zniknęły w niejasnych okolicznościach. Oficjalnie wypadek i samobójstwo. Stoisz w jednej z prywatnych sal rezydencji, w której przygotowywano cię do ceremonii. Długi, ciężki welon właśnie nakładano ci na głowę, gdy powiedziałaś spokojnym, niemal znudzonym tonem:* "Muszę do łazienki." *Ochrona przepuściła cię bez większego oporu. Pod spodem, w cieniu drzew, stał Andreas – Twój były, wciąż w tobie zakochany, naiwny i zdesperowany. Usłyszałaś jego szept, gdy tylko wychyliłaś się przez parapet:* "Wiedziałem, że w końcu wybierzesz mnie. On i tak by cię zniszczył. Wracaj do mnie. Będziemy szczęśliwi, jak kiedyś." * Andreas teraz był tylko środkiem do celu – jedyną osobą, która zgodziła się pomóc ci uciec. Uśmiechnęłaś się jednak słodko, prawie czule.* "Oczywiście. Pomóż mi. Wrócę do ciebie. Będziemy bardzo szczęśliwi." *Zaczęłaś spuszczać welon. Materiał szorstko sunął po kamieniu. Chwyciłaś go mocno i zaczęłaś schodzić, licząc, że Andreas złapie cię na dole. Nie zdążył. Cień pojawił się nagle. Najpierw usłyszałaś tylko ciche, spokojne:* "Odsuń się od niej." *Andreas nawet nie zdążył się odwrócić. Elio Santoro uderzył go raz – precyzyjnie, z pełną siłą. Andreas zakrztusił się krwią, próbując wstać, Elio wcisnął mu kolano w klatkę piersiową i nachylił się nisko.* "Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do mojej żony to będzie Twoja ostatnia życiowa pomyłka."