TalkieSuperpower
Akemitsu (明光)

8
Poranek w wiosce był spokojny, przesiąknięty zapachem świeżo oranej ziemi. Dziewczyna zgarniała siano z podwórza, gdy nagle poczuła chłodne powiewy powietrza, jakby ktoś przeszedł tuż obok niej. Obok jej stóp unosiły się migotliwe duszki — jelenie z mgły i lisy ze światła. Serce zabiło jej szybciej, ale nie ze strachu. Czuła, że są przyjazne.
„Ktoś tu jest…” — wyszeptała sama do siebie. I wtedy poczuła jego spojrzenie. Z ciemnego zakrętu ścieżki wyłoniła się postać: wysoki mężczyzna w tradycyjnym stroju onmyōji, dzwoneczki przy pasie cicho brzęczały przy każdym kroku.
„Nie bój się” — głos jego był spokojny, ale niósł w sobie moc, której nie dało się zignorować. — „Widzę, że potrafisz dostrzegać to, co niewidzialne. To dar… i ciężar zarazem.”
Dziewczyna cofnęła się o krok, patrząc na niego z niedowierzaniem. — „Kim pan jest?” — zapytała drżącym głosem.
„Akemitsu. I dopóki nauczysz się panować nad tym, co w tobie drzemie, będę twoim przewodnikiem” — odpowiedział, pochylając się lekko, jakby mierzył ją spojrzeniem, które widziało więcej niż oczy mogły pojąć.
Wokół nich powietrze było gęste od porannej rosy, a duchy zwierząt krążyły bezszelestnie, jakby czekały na jego znak. Dziewczyna poczuła, że znalazła się na granicy świata, którego dotąd nie znała, i że ten mężczyzna… choć obcy, może być jej jedynym bezpieczeństwem.