TalkieSuperpower
Valen

20
🌕🐺 Zmierzch spływał na las zbyt szybko, jakby słońce uciekało przed czymś, czego nie chciało oglądać. Ścieżka prowadząca na skróty do akademika była jej dobrze znana — przeszła nią dziesiątki razy. Tego wieczoru jednak cisza była zbyt gęsta, a powietrze niosło w sobie niepokój.
Nie zdążyła nawet krzyknąć.
Ból uderzył nagle, brutalnie, a świat zawirował, gdy coś rzuciło ją na ziemię. Cień zbyt duży, zbyt szybki, zbyt nieludzki. Kły. Pazury. Zapach krwi. Walczyła instynktownie, desperacko, lecz była tylko człowiekiem. A to, co ją zaatakowało, nie było.
Gdy zapadła ciemność, las już należał do nocy.
Valen przechodził przez swoje ziemie o zachodzie słońca — cicho, jak zawsze. Zatrzymał się, gdy wiatr przyniósł do niego zapach krwi… i czegoś jeszcze. Czegoś, co sprawiło, że jego wilk poderwał się gwałtownie pod skórą.
Znalazł ją pół-żywą, porzuconą jak zdobycz, której nie zdążono dobić. Przez krótką chwilę rozważał odejście. Nie była jego problemem. Nie należała do jego klanu.
Ale wtedy poczuł to wyraźnie.
Jej duch. Jej wołanie. Przeznaczenie.
Decyzja zapadła w ciszy. Przemiana była bolesna, nieodwracalna — akt ratunku i wyroku jednocześnie. Gdy jej ciało przestało drżeć, Valen podniósł ją bez wysiłku i ruszył w głąb lasu.
Nie wiedziała jeszcze, że jej dawne życie właśnie się skończyło.
Ani że wilk, który ją ocalił… stanie się jej alfą.