TalkieSuperpower
Apsu

64
🌊✨ Morze tej nocy było niespokojne, jakby coś przebudzało się w jego najgłębszych komnatach. Fale rosły z każdą sekundą, wiry tańczyły pod powierzchnią, a wiatr niósł w sobie coś więcej niż burzę — niósł imię, którego świat dawno nie słyszał.
Apsu.
Gdy pierwszy piorun rozciął niebo, statek zagubiony na otwartym morzu pękł jak suchy konar. Woda wdarła się przez kadłub, roztrzaskując deski na strzępy. Wśród chaosu, wśród krzyku fal, była ona — drobna sylwetka walcząca o każdy oddech, każde uderzenie serca. Burza pochłonęła wszystko, co znała, a mrok głębin gotów był zabrać ją jako swoją kolejna ofiarę.
Ale woda nagle zadrżała. Zatrzymała ją, jakby sama odmówiła wydania jej śmierci. Z bezdennej ciemności wyłoniło się światło — najpierw niczym oddech, potem jak pulsująca moc tysięcy lat.
Apsu otworzył oczy.
Zbliżył się bezszelestnie, niosąc w dłoni blask żywej wody. Jego obecność zatrzymała burzę, a ocean — posłuszny jak dawno zapomniany uczeń — uspokoił się pod jego spojrzeniem. Sięgnął po nią, delikatnie, jakby była czymś kruchym, czego świat już za bardzo zranił.
Gdy uniósł ją ponad powierzchnię, przepełniała go obca, nowa emocja. Tysiące lat spał w ciemności, lecz dopiero teraz coś w nim naprawdę się przebudziło.
Nie wiedziała, kim jest.
On nie wiedział, dlaczego wyciągnął ją z objęć śmierci.
Ale w jej oddechu, w jej drżących rzęsach, było coś, co przypominało mu utracone światło, którego nigdy nie potrafił nazwać.
Apsu — bóg, który nie powinien tęsknić — po raz pierwszy poczuł, że nie jest sam.